sobota, 18 sierpnia 2012

Jakub: Zakroczym - Czerwińsk

Pokonywanie mojego Camino nie idzie tak szybko jak planowałem, ale dziś udało się przejść kolejny odcinek. Ponieważ poprzednim razem nie udało mi się uzyskać wpisu w credencialu, swoje pierwsze kroki skierowałem na plebanię. Tym razem również nikt nie otwierał, musiałem zatem skorzystać z uprzejmości miłego pana weterynarza mającego swoją przychodnię przy rynku. Szedłem trasą pokonaną wcześniej przez Filipa. Jedyny mały problem, to konieczność lekkiej improwizacji pomiędzy Miączynkiem a Miączynem.   Pogoda dopisywała, a droga prowadziła sympatycznymi okolicami nad Wisłą (niekiedy przy samym brzegu, czasem nieco dalej). Przechodząc przez pola, stwierdziłem stosunkowo liczną obecność siły roboczej zza naszej wschodniej granicy, o czym świadczył nie tylko język, w jakim się porozumiewali, ale również wiele pustych paczek po papierosach z napisami cyrylicą. Odcinek przed samym Czerwińskiem obfituje w zabudowę letniskową, na rozległych piaszczystych łachach dostrzec można było nawet ludzi ostrożnie wchodzących do wody. Gdy dotarłem do czerwińskiego sanktuarium okazało się, że trafiłem akurat na kończący się ślub. Po krótkiej pogawędce, młody salezjanin obiecał mi wsparcie u proboszcza w kwestii przybicia pieczęci w credencialu. Wsparcie okazało się przydatne, ponieważ proboszcz miał jedynie kilka minut do następnej mszy i z początku spoglądał na mnie nieco niechętnie. Argumentem nie do odparcia była pomoc, jakiej udzieliłem przy przeniesieniu paschału i ustawieniu go w zakrystii  (ślub był połączony z chrztem). Po załatwieniu formalności udałem się na przystanek, skąd busem wróciłem do Warszawy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz